Strona:PL Kasprowicz - Mój świat pieśni na gęśliczkach i malowanki na szkle.djvu/79

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Pręt potrzaskałam niejeden
Na jego twardym grzbiecie.

Losy nie były łaskawe, —
Dziś mówię o tem spokojnie, —
Wyrwało go z domu nieszczęście,
Zginął na Wielkiej Wojnie.

Ale o matce pamiętał
Jeszcze w ostatniej chwili,
Wiedział, że nikt już tak samo
Życia jej nie umili. —

Co się nie stało! W tej izbie
Siedząca kiedyś — czas płynie —
Czytałam starą biblję
O marnotrawnym synie.

W samo południe! Dzień piękny
Wiosna, jak malowana,
Wtem czuję, że ktoś mi uścisnął
Te moje stare kolana. —

„Wróciłeś, najdroższy mój synu!“
 — „Raz jeszcze zobaczyć chcę ciebie
I tu się pożalić, żeś, matko,
Nie była na moim pogrzebie“.

Tak sobie, wiecie, gwarzymy,
Tak rozmawiamy spokojnie,
Ja z synem moim najdroższym,
Co zginął w dalekiej gdzieś wojnie.