Strona:PL Kasprowicz - Mój świat pieśni na gęśliczkach i malowanki na szkle.djvu/64

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Niedawno po naszych parafjach
Bydlili sami poganie
O gębach niewyparzonych,
Aż źle było patrzeć na nie.

Szedł do spowiedzi gazda
Z Bańskiego, czy Gleczarowa:
„Jak tu się nie spowiadać,
Gdy grzeszne są myśli i słowa.“

Namyślał się przecież, idący:
„Radbym pogwarzyć społem
Z gazdą, jak ja, z Panem Bogiem,
Nie z jakimś tam jego pachołem.“

Wkońcu zawyrokował:
„Ale, jak trzeba, to trzeba,
Dwie-ć drogi ma człowiek przed sobą
Do piekła i drogę do nieba.“

Pomaszerował przez kościół
Do konfesjonału:
„Uklęknij, biedny grzeszniku!“
„Pomału, Jegomość, pomału!

Gdzie ja tam biedny! Mam krowy
I konie i niezłe stadko
Na hali Waksmundzkiej, a teraz
Pójdzie już spowiedź gładko.