Strona:PL Kasprowicz - Mój świat pieśni na gęśliczkach i malowanki na szkle.djvu/305

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I tak się tem przejmuje,
Że z miejsca się ruszyć nie zdoła,
Jeno, jakgdyby zamarły,
Spogląda błędnie dokoła.

Albo, gdy na przecznicy —
Wieś ją „przyśnicą“ zowie —
Usiądzie dla wypoczynku,
Zapatrzon w zblakłe pustkowie:

Z rozkraczonemi nogami
Siedziałeś nieraz, o Lęku,
W nędznej sukmanie na plecach,
Z wierzbowym kosturkiem w ręku.

Patrzałem ci nieraz w oczy
Z obojętnością człowieka,
Który się nigdy nie pyta,
Co go tam jeszcze gdzieś czeka.

A dzisiaj, o śmieszne wrony,
Niesamowite wrony!
Słucham waszego krakania,
Niepewny i przelękniony.

Lecz jedna w tem przecież jest pewność:
W tej waszych wrzasków powodzi
Omglona kąpie się zima,
Która już na mnie przychodzi.