Strona:PL Kasprowicz - Mój świat pieśni na gęśliczkach i malowanki na szkle.djvu/304

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Kraczące przeraźliwie
Wrony dziś dach nasz obsiadły.
„Co to ma znaczyć? Nie wiecie?“
Pyta się Strach pobladły.

Ni w pięć ni w dziesięć przede mną
Zjawił się niespodzianie,
To mrowiem mi chodzi po krzyżach,
To głaszcze po kolanie.

Ej, gdzie go niema! Na świecie
Panuje zbyt samowładnie
Ten głupi Lęk, drwiący z człeka,
Skoro go tylko opadnie.

Wcale się tego nie wstydzę,
Że jest coś z tchórza we mnie,
Ha! Niema nawet rycerza,
Któryby nie drżał daremnie.

Sam Przestrach, taki odważny,
Gdy z ludźmi ma do czynienia,
Zna przecież chwile, że całkiem
W naturze swej się zmienia:

Gdy stoi w pustem polu,
W południe pośród rżyska,
Pyta się, czemu to słońce
Spokojnie świeci, nie błyska.