Strona:PL Kasprowicz - Mój świat pieśni na gęśliczkach i malowanki na szkle.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ode wsi się włóczą do wsi,
Prawie-że już od tygodnia,
Przed każdą stają chałupą
I budzą ludzi już do dnia.

Zbudzili i mnie kiedyś rano.
Nim słońce się wzbiło w niebiosy:
„Wstańcie wędrować z nami
Jednakie wypadły nam losy!“

Posłuszny wstaję i idę,
Przyglądam się orszakowi:
Ten ma basetlę, ten skrzypce,
Ten się na dudach słowi!

Zmęczeni spoczęli pod karczmą:
„Hej, otwórz nam, panie Pietrze!
Nie dobrze jest grajkom zmęczonym
Tak wyczekiwać na wietrze.

Coprawda, jest słońce na niebie,
Powoli się wzbija nad lasem,
Lecz dla nas milsze to słońce,
Co świeci za Waszym szynkfasem.

Ta piękna Wasza dziewczyna
I ten kieliszek wódki,
Który nam poda ona,
To leki najlepsze na smutki.