Strona:PL Kasprowicz - Mój świat pieśni na gęśliczkach i malowanki na szkle.djvu/191

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Łuna się rozszerza,
Łuna ciągle wzrasta,
Czyżby w świecie gdzieś płonęły
Przeogromne miasta?

Wszystko to być może,
Świat się dziś onaczy,
Słyszę, że jest na nim dużo
Różnych podpalaczy.

Alem się pomylił,
Chwała tobie, Boże,
Dyć to tylko popodwieczerz
Zapłonęły zorze.

Słońce spać się kładzie
I chce się pochwalić,
Jakie jeszcze może ognie
Po świecie rozpalić.

I oto na wierchach,
Blisko i w oddali,
Zimny śnieg się pali.
Jak wysokie, jak szerokie,

Płynie od Murania,
Aż gdzie Osoblita,
Przez Kosistą i Świnnicę
Płacheć złotolita.

Jak rozkosznie patrzeć
W tę dal ośnieżoną,
Śniegi nawet na Giewoncie
Palą się i płoną.