Strona:PL Kasprowicz - Mój świat pieśni na gęśliczkach i malowanki na szkle.djvu/178

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Słoneczko poblakło,
Chłodny, późny wrzesień,
Włóczy się po pustem polu
Wygłodniała Jesień.

Śmieje się z swej nędzy,
Zżółkłe szczerzy zęby,
Nie ma biedna starowina
Włożyć co do gęby.

Stalowemi oczy
Naokoło błyska,
Nigdzie owsa, ni jęczmienia,
Tylko rżyska, rżyska.

Wszystko chciwe ręce
Sprzątły, w kopki, w kozły
Ustawiły, wysuszyły
I do stodół zwiozły.

Zegnie się i szuka,
Czy jeszcze pod miedzą
Pęki świeżych, czarnych ożyn
Nieruszone siedzą.

Gdzie tam! Świat nie głupi,
Wie, gdzie skarb niepłony,
Już je zjedli pastuszkowie,
Rozdziobały wrony.