Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 03.djvu/125

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Widząc to pasterze, iż bydlęta szczerze, * Nieme, ukłon oddają; * Padli na kolana, tak wielkiego Pana * Zaśpiewawszy witają: * Zawitaj Boże utajony, * Z Panienki czystej narodzony; * Na twarze upadają.

Gdy się pokłonili, do trzody spieszyli, * Weseli pastuszkowie; * Bo gwiazdę ujrzeli, że dzień rozumieli, * Alić to trzej królowie: * Od Wschodu z darami jechali, * By pokłon Panu królów dali, * Poddani Monarchowie.

Będąc blizko szopy, że poszyta w snopy, * Bardzo się zadziwili; * Idą na pokoje, widząc bydląt dwoje, * Myślą, że pobłądzili: * Majestat gdzie jest upatrują, * Żłóbek im z Panną pokazują, * Dopiero się cieszyli.

Z najgłębszym ukłonem, przed takowym tronem, * Na oblicze padali; * Z serdecznej ofiary, swe trojakie dary, * Jezusowi oddali: * Te mile Zbawiciel przyjmuje, * Lecz bardziej serca ich szanuje, * Że Go Bogiem uznali.

Wszechmogący Boże! któż wymówić może, * Co czynisz dla stworzenia; * Kiedy swoje Bóstwo zsyłasz na ubóstwo, * I na srogie męczenia: * Niechże Ci w Trójcy jedynemu, * Cześć, chwała, Bogu przedwiecznemu, * Będzie bez zakończenia.





PIEŚŃ  120.


Pasterze drzymali w dolinie, * Paszący bydełko, owce i barany: * Alić o północnej godzinie, * Anioł