Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 02.djvu/095

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


(Zaledwie pastuszkowie śpiew ukończyli, kiedy szopka zatrzęsła się cała. Wszyscy razem zawołali):
Gwałtu! szopa się wali... * Niechże nas Bóg ocali!
(Wszyscy poczęli drżeć gwałtownie, oprócz Matki Boskiej, Józefa Świętego i Stacha. Trwa to przez chwilkę. Matka Boska trzyma wciąż na ręku Jezusa. Powtarzające się coraz wstrząśnienia szopki nagle ustały. Jeden z pastuszków zawołał):
Cud!

(Wszyscy razem wykrzyknęli):

Cud!

(Ktoś w tłumie rzekł):

Burza ustaje.

KRÓL KACPER.

A mnie serce się kraje.

KRÓL MELCHIOR.

I mnie żałość rozdziera.

KRÓL BALTAZAR.

Mnie też na płacz się zbiera.
(Wtem Józef święty zbliża się do Matki Boskiej i mówi):
Zbierajmy się do drogi.
(Marya ogląda się wokoło po szopce, jakoby upatrując, aby czego nie zostawić. Józef święty mówi dalej):
Herod rozkaz dał srogi * Na wyrżnięcie tych dziatek, * Co u piersi są matek; * Bo go mami pokusa, * Że trafi na Jezusa * Między temi dziatkami... * Ale jakże go mami! * Bo oto Bóg Anioła, * W śnie mi zesłał i woła, * Żeby chwili nie zwlekać, * Do Egiptu uciekać.
(Matka Boska z pospiechem zabiera się do drogi. Wszyscy milczą, jakoby w osłupieniu; aż nareszcie jeden z pośrodka pastuszków wystąpiwszy na środek, mówi):