Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 02.djvu/094

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Niebiosa Go zbawiły * Przed Stacha, co drżał wszystek * Gdy za bydłem go listek * Niespodzianie w twarz trącił, * Lub gdy raptem kto zmącił * Przez rzucony głaz wodę; * A oto on pod kłodę * Zwaleniem się grożącą, * Szedł z ochotą gorącą.

KUBA.

Łaski to jest zwycięstwo; * Z trwogi wywiódł Bóg męstwo, * Za to cześć Mu oddajmy.

(Wszyscy pastuszkowie jednym głosem):

Ach! śpiewajmy, śpiewajmy!

KOLĘDA.

Jezu! cudem ocalony, * Drugi raz nam narodzony! * Na ofiarę Ci składamy * Radość, którą z tego mamy.
Ty, coś męstwo sprawił w Stachu, * Który umierał ze strachu, * Gdy mu własny cień zastąpił, * Obyś i nam łask nie skąpił.
Żeby serca nam nie drżały, * Jeśli przyjdzie dla Twej chwały * Goryczami napaść duszę, * Lub się oddać na katusze.
Byśmy dzielnie mogli zawdy * Bronić Twojej świętej prawdy * Potrzebniejszej nam od chleba, * Coś ją z Sobą przyniósł z nieba; * By duch kłamstwa nas nie skaził, * A przy śmierci nie przeraził * Sprawiedliwy Twój sąd Boże, * Co do piekła skazać może.