Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 02.djvu/082

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ważę, * Czy jest słuszna ta trwoga, * Że nie będziesz uboga, * Kiedy pójdziesz do króla. * Słuchaj... póki otula * Cię sieroca pokora, * Nikim gardzić nie skora, * Póki twoją pieszczotą * Będzie Jezus, nie złoto, * Póki będziesz gotową * Z woli Bożej znieść nową * Nędzę, żebrać na jadło, * Gdyby ci tak przypadło; * Póki równo ci wszystko: * Być robaczkiem na listku, * Źdźbłem, z którem się wiatr bawi, * Lub królową, co stawi * Milion wojsk na polu... * Byle zgodnie z tą wolą; * Poty, choćby przy tronie; * Choćby nawet w koronie * Lub wśród bogactw Krezusa, * Podobnaś do Jezusa. * Wszak i Jezus ma światy, * Jednak nie jest bogaty * Jako ziemscy bogacze ; * Bo na życie tułacze * Zszedł do żłobu nędznego * Z woli Ojca Swojego. * Teraz wróćmy do owej * Cnoty, wszech cnót królowej.
(Na chwilę umilkła, jakoby namyślając się, od czego ma zacząć dalszą mowę. Potem wskazała na żłób i rzekła):
Oto Jezus!... chcesz taką * Być?... To dobrze!... więc jako * Kropelka do kropelki, * Tak ty proch i On wielki * Podobni się staniecie, * Jeśli sprostasz Mu dziecię, * W tej miłości, dla której * W potop nędzy zszedł z góry... * Oj nie sprostasz! usiłuj, * Choć nie sprostasz ... więc miłuj! * Dobrym sercem radości * Z pokazania miłości * Nie wydzierać, to także * Jest miłością... więc jakże, *