Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 02.djvu/081

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ni ma lepsze ogrzanie, * Ten, co leży na sianie. * Dopieroż się ucieszą! * Z usługami pospieszą: * Nakarmią cię, napoją * I kalectwo zagoją.
(Żebraczka spuściwszy głowę, przykłada rękę do czoła, jakoby w zamyśleniu. Tymczasem Matka Boska mówi sama do siebie):
Łaskę Boską czuć wszędy, * Toć to z mojej kolędy: * Sieroteńka w domu, * Jako Bóg jest komu.

ŻEBRACZKA (jakoby po namyśle).

Ani mogę ja wiedzieć, * Co wam na to powiedzieć. * Gdy z tułactwa i nędzy * Przyjdę do tych pieniędzy, * I zamieszkam pałace, * Naraz wszystko utracę * Podobieństwo do Boga. * A nareszcie, jak droga * Matka moja Marya * Postanowi, tak i ja.

MARYA.

Lube moje kochanie! * Za twe we mnie ufanie * Ja dziękuję ci czule. * Gdybyś jednak w szczególe * Najdrobniejszem pojęła, * Com już tobie rzeknęła, * Przed chwilą o cnót mnóstwie * Czułabyś, że w ubóstwie, * Dajeć Jezus ten złoty * Prostą drogę do cnoty * Onej, która przy skonie, * Gdy się wszystko rozwionie, * Gdy uczynki ustaną, * Z cnót zostanie wybraną, * Jako pełność ziarn z kłosów, * By w światłości niebiosów * Sama trwała przez wieki, * Co popłyną jak rzeki... * A miłość jest tą cnotą? * Lecz nim tobie, sieroto! * W przykładzie ją tu wskaże, * Pierwej z tobą roz-