Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 02.djvu/079

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


KRÓL MELCHIOR.

Ośmielasz mnie, Maryo... * Rzeczywiście się kryją * W żarcie myśli poważne.

MARYA (do żebraezki):

Dziecię! bądźże uważne.

KRÓL MELCHIOR (zwróciwszy się do żebraczki):

Tyś podobna do Boga * Przez to, żeś jest uboga. * Ja mam ziemię, pałace, * Wielkie hufce wojsk płacę * Dukatami ze skrzyni... * To różnicę też czyni * Pomiędzy mną a Bogiem. * Zbyt to dla mnie jest srogiem! * Boga muszę zbogacic, * By różnice zatracić. * W twej go widzę osobie, * Więc chcę wsparcie dać tobie. * Nie przyjmujesz jałmużny, * Jakbyś chciała, by próżny * Był mój zamiar jedyny, * Byś do Boskiej Dzieciny * Sama była podobna.
(Król Melchior wsypuje żebraczce złoto w nadstawioną torbę. Jednocześnie przybliża się król Kacper i mówi do żebraczki):
Są powody niepróżne, * Byś ode mnie jałmużnę * Przyjęła też łaskawie. * Snem to wyda się prawie, * Co ci powiem... że w niebie * Miejsca zyskać bez ciebie * Nie potrafię ja sobie... * Tę zagadkę przy żłobie * Łatwo pojmiesz niebogo: * Jaką miarką ja Bogu, * Taką Bóg mi odmierzy. * Niebo się nie należy * Mnie, bo wkupić się trzeba * Mnóstwem cnoty do nieba. * A jam w cnotę ubogi, * A mnie ciąży dług mnogi, * Bom uczynił złość różną... * Więc niebo jest