Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 02.djvu/073

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


gości Bóg umie: * Za zabawy przy szumie * Rozłożystej korony, * Da ci ani zliczony * Zbiór zabawek, w ich rzędzie * Jedno cacko tam będzie, * Co nad wszystkie ulubisz * I myśl wszystką w nim zgubisz; * Wciąż doń będziesz powracać, * Nosić, w dłoniach obracać, * Miłosierdzie się zowie. * Ono to, co na głowie * Grzesznej grzechów nie daje * Liczyć, gdy sąd powstaje, * Co mu z Bogiem sekrety, * Gdy już padły dekrety, * I na piorun już błyska * Co do kupy grunt ściska, * Rozstępować się chcący * Pod stopami bluźniącej * Przeciw Stwórcy istoty; * Co buduje tron złoty * Dla człeka, na którego * Sprawiedliwość każdego * Czasu może zaprzysiądz, * Że jest piekieł wart tysiąc. * Takie cacko ci poda... * Cóż sierotko!... czy zgoda?
(Żebraczka łzy ociera, Matka Boska mówi dalej):
Za najmilsze dni owe, * Kiedyś wiodła rozmowę * O Mesyasza przybyciu, * Będziesz Go nie w powiciu * Nie na sianie oglądać... * On sam będzie pożądać * Wiecznej z tobą rozmowy, * Twarz w twarz, głowa do głowy. * I tak w onej krainie * Tyle wieków upłynie, * Co łez któreć wyciekły, * Co słów usta wyrzekły, * Co jest listków na drzewach. * Co ziarn w bujnych zasiewach; * A te dziwne rozkosze * Ani nawet potrosze * Nie zbliżą się ku końcu, * Bo pod oną opończą, * W której wszystko Bóg trzyma, * Czasu zgoła już niema. * Z powodzi lat złożone, * Falą wieków spię-