Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 02.djvu/071

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


MARYA.

Kochanie! * Choć zwiędły te wianuszki, * To jednakże paluszki, * Co tak rade je wiły, * Oddawna już sławiły * Czyste duchy w niebiosach, * W zjednoczonych w chór głosach. * Jezus Swoją koronę * Z gwiazd, odkładał na stronę, * Cudnych blasków odbieżał, * A wianuszki przymierzał. * One zwiędły u ciebie, * Lecz nie zwiędły na niebie.
(Żebraczka łzy ociera, a Matka Boska także łzy ocierając, mówi dalej):
Dziecię! nie znaj bojaźni... * Jezus z tobą w przyjaźni; * Bardzo ciebie próbuje * Bo cię bardzo miłuje. * W łzach ci żywot przechodzi, * Ale On to nagrodzi, * Jakoby za lnu ziarnko * Półgarncową kto miarką * Mierzył, mierzył dukaty * I namierzył pół chaty. * Za wianuszki sieroto! * Boga dłonie ci splotą * Cudny wieniec na głowę, * Weźmie światów połowę, * I ułoży te światy * Tak podobnie jak kwiaty; * Weźmie potem od tęcze * Siedmiorakie obręcze, * Pozaplata je w kręgi, * Jako w wiankach są wstęgi. * Gdy ubierze ci skronie, * Posadzi cię na tronie * Bliziuteńko od Siebie, * Tam w światłości, na niebie, * Lube wrócą ci chwile, * Ubiegły jak motyle. * Jeno, że te rozkosze, * Co ich było potrosze, * Przemienią się na duże, * Jakby gwiazdka w lazurze * Przemieniła się w słońce, * I na krain wszech końce * Kozsypała promienie. * Ogarnie cię zdumienie... * Matkę, co tak troskliwie * Chowała cię,