Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 02.djvu/060

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


sanie * Łatwiusienko się zetrze. * Pisz na wodzie lub wietrze, * Nie zostanie i znaku; * Bóg też pamięć ma taką, * Że jak ujrzy poprawę, * Zbrodnie straszne i krwawe * Zapomina do szczętu, * I ma duszę za świętą. * O! tak... wieczna zatrata * Tego tylko doścignie, * Kto bez skruchy ostygnie * W rozpaczliwem konaniu, * Na śmiertelnem posłaniu. * Złóżcież z serca te trwogi! * Jedynaczek mój drogi * Powolnym się wam stanie; * Bo choć jego władanie * Jest od ziemi do nieba, * Waszej łaski mu trzeba: * Miłosierdzia ułaknie.

MARTA.

Matko! czegóż Mu braknie? * Pokarm z piersi Twej pije, * Koszulkę Mu uszyję * Z białej gdyby śnieg szmatki; * Przeniesiem go do chatki. * To się jeszcze zagrzeje * Wprzód, nim dobrze rozdnieje.

MARYA.

Ach! on prosi nie o to...* Wszak od królów ma złoto; * Może łatwo mieć za nie * Szmatki, ciepłe mieszkanie. * Ale Jemu wyrządzi * Miłosierdzie, kto sądzi * Go nieprędkim do kary, * Miłosiernym bez miary. * Tem go tylko pocieszy * Człowiek nędzny, gdy zgrzeszy. * Na dowód więc, że dusza * Przyjaźnią dla Jezusa * Ufającą i błogą, * Więcej pała niż trwogą, * Poklęknijcie przed żłobem.
Grzesznicy rzucili się na kolana przed żłobem. Matka Boska, która na snopie słomy siedziała dotąd z Józefem, rzekła do niego: