Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 02.djvu/056

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nu!... spuść też łask tysiące * I na serce bolejące * Z swej własnej winy.
Marta, która nakłaniała ucha podczas kolędy, wysłuchawszy jej, mówi sama do siebie, położywszy jakoby w zamyśleniu rękę do czoła:
Mąż mój pewnie to będzie, * Ten stary w jej kolędzie, * Ten młody to me dziecię. * Lecz nie o nich są przecie * Te słowa: łask tysiące * Synu! spuść na cierpiące * Serce z własnej swej winy. * Do mnie tylko jedynej, * Możnaby je stosować. * Ha! trzeba się rachować... * Możem dłużna co Boga? * We mnie tłumić też mogą * Głos własnego sumienia, * Nazbyt ciężkie strapienia.
Jakoby unikając widoku przytomnych, pośród rozmyślania nad sobą, Marta ukryła się za kupką snopów słomy w kąciku. Tymczasem Matka Boska wciąż pieści się z Jezusem, całując Mu rączki i nóżki. Prokop występuje z pośrodka pastuszków, zbliża się do Matki Boskiej, chcąc niby lepiej przypatrzeć się pieszczotom. Zasłania sobie oczy jakoby ze wstydu i mówi sam do siebie:
Co Marya też czuje, * Kiedy Boga piastuje? * Jam niewiastę miał za nic, * Okrucieństwem bez granic * Nękałem swą dozgonną; * Towarzyszkę bezbronną; * Brzydziłem się jak szmatą, * Co się wala za chatą * Na śmiecisku... a oto * Wstydź się moja ślepoto! * Oto, jako niewiasta * Wywyższa się, podrasta, * Matką stawszy się Boga!
Ogląda się na wszystkie strony i mówi głosem pokazującym wzruszenie:
Gdzież ona jest nieboga?
Szuka żony pomiędzy pastuszkami, ale ukrytej dotąd za kupką snopów dostrzedz nie może. Staje ze spuszczoną głową, jakoby nie wiedząc, co ma robić. Tymczasem Walek zbliża się do Matki Boskiej wciąż pieszczącej się Jezu-