Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 02.djvu/030

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


po piekle, * Łowi wkoło szponami, a przewraca oczami. * Czy mu się kto nie spodoba, szuka króla Heroda.

Wysuwa z drugiej strony figurkę króla HERODA.

Oto jestem świata król, tysiąc rzek, tysiąc pól * W moim kraju naokoło, a ludzi sto milionów * Co dnia schyla czoło, sto milionów pokłonów * Uniżenie mi składa, kiedy idę, lud pada.
A kto śmiało się zbliża, moc go moja poniża, * Na narodów podbicie, potrzebne mi ich życie, * Od południa do zmroku, z nocy do dnia białego * Idę po krwi potoku, ja pan świata całego.
Gdy nad ludy wszystkimi będę jak Bóg uczczony, * Gdy narody do ziemi rozpadną się w pokłony, * A zostanie mi droga, wtedy chwycę się Boga.

SZATAN.

Dobrze bracie Cesarzu, dobrze krwawy mocarzu, * Połączymy się razem, szukać Boga żelazem, * A znać On niedaleko, bo promienie mnie pieką, * Moje skrzydła pajęcze, pali Swemi gwiazdami.
Oj te złote obręcze, nad Aniołów głowami, * I ich loty wichrowe uderzają mnie w głowę. * Dobądź miecza mój bracie, gwałtu, Bóg jest w tej chacie.

Szatan ucieka rozszerzając skrzydła nietoperza.
KRÓL.

Nic nie widzę, nic nie słyszę, że się gdzieś dzwon kołysze, * Że się gwiazdy migocą, i że lilie wonieją, *