Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 02.djvu/004

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


bije, * Mozę juz żaden z was jutra nie dożyje.
Wszyscy widząc światło. Gwałtu! niebo gore, ziemia się zapala, * Juzze na cały świat niescęście się zwala: * Uciekajwa rychło, niema co tu cekać, * Dyć lepiej zawczasu niż późno uciekać.
Walek. Dyć nas stary Bartos jest człowiek piśmienny, * Jemu można wierzyć, bo jest dość sumienny: * Mozem go się spytać, toć to nie zawadzi, * A potem ucynić, jak on nam poradzi.
Wszyscy radzą się Bartosa. Miły nas Bartosie, cóz na to mówicie? * Cózto mamy cynić, jakże nam radzicie: * Juzci wy się lepiej pewno na tem znacie, * Bo umiecie cytać, stare lata macie.

Bartos poważnie.

Bartos. Pockajcieno bracia, az cłek pomiarkuje, * To światło jest z nieba, co się połyskuje: * To zaś ślicne wojsko, co hań widać w bieli. * Jako się domyślam, ze to są Janieli.
Uspokujcieno się moje miłe dzieci, * Oto jeden z tamtych Janioł do nas leci: * Wsyscy na kolana razem poklękajwa, * Cego od nas ząda, dobrze uważajwa.

Anioł w jasności.

Szczęśliwi ziemianie nie trwóżcie się wcale, * Oto opowiadam wielkie wam wesele: * W mieście Dawidowem Chrystus się narodził, * Pan oraz Zbawiciel by was oswobodził.
Idźcie do Betleem, prędko pospieszajcie, * To Słowo Wcielone wszyscy oglądajcie: * Znajdziecie