Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 02.djvu/002

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Aniołowie w oddaleniu śpiewają do trzech razy:
Gloria in Excelsis Deo, a Maciek słucha; potem przelękniony woła na Stacha:

Maciek. Stachu!
Stach. A cego?
Maciek. Gwałtu!
Stach. Co złego?
Maciek. Nie złec to, tylko gdzieś wdzięcne głosy.
Stach. To wyskoc.
Maciek. Ach wierz mi, bo w ogniu są niebiosy.
Stach. Ogrzej się.
Maciek. Zart na stronę.
Stach. Cy prawda?
Maciek. Widzis łonę.
Stach. A to co? (wstaje). Baj mi sam sukmanę, co wskok wstanę, * Niech oko zobacy, co to znacy. * O niescęśliwa ta godzina! * Smutnać to będzie jakaś nowina.
Maciek. Nu jeno, wstań hyzo nie bredź wiele, * Będzies miał wnet smutek, wnet wesele.

Stach porwawszy się na nogi, pyta:
Stach. A kędyś ta łuna, co sam o niej bredzis? * Maciek. La Boga, cyś ślepy, cy jesce nie widzis? * Przetrzej jeno ocy, spojrzej w prawą stronę, * Nad samem Betleem widać wielką łonę.
Stach. Oj prawdac, i juz widzę, ale to nie zarty, * Tyś mi prawdę mówił, ja byłem uparty: * Mój Maćku, mój ślicny, cóz więc ucyniwa? * Ja myślę, najlepiej drugich pobudziwa.
Maciek. Pockaj jeno trochę, jesce nie chodź Stachu, * Moze na-