Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 01.djvu/277

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


w dudki i multanki, * Drudzy czynią wywijanki.

Na kolanach osieł z wołem * Klęczą przed Nim, a my kołem * I z muzyką i pieśniami,* Z Aniołami, z pastuszkami.

Uderzajmy czołem śmiele, * W człowieczym Go widząc ciele: * Żeby przyjął nas do siebie, * A po śmierci stawił w niebie.




KOLĘDA  196.
(Zakonna).


Wszelkie stworzenie zważaj te dziwy, * Które się stały dzisiaj na świecie: * Najpotężniejszy Stwórca Prawdziwy * Zmienił się dziwnie za małe Dziecię.

Na pomieszkanie pustą stajenkę, * Za Matkę obrał czystą Panienkę ; * Zwierzęta podłe za kalwakatę, * A za bogatą, pieluszki, szatę.

Gdy w takim stanie jest wyniszczenia, * Obfite z ocząt świętych łzy leje, * Od głodu, zimna, od upokorzenia, * Już prawie cały z boleścią mdleje.

I gdy ratować niema sposobu * Innego, Matka wabi do żłobu * Bydlęta, aby społem chuchali, * Dziecineczkę swą parą zagrzali.

Sama zaś Jego głód temperuje * Piersiami Swemi, a ciężko wzdycha, * Że się kochany Syn mizeruje; * Od srogich żalów krew w Niej usycha.

Józef uważa jako świat dumny * W takowej mierze jest nierozumny; * Że króla, Boga, Stwórcę swo-