Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 01.djvu/272

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Chwalmy więc Boga, wyśpiewując mile, * Że nam pozwolił dożyć czerstwej chwile, * Takiego wesela czasu, wpośród ucisków tarasu, * Życia naszego, życia naszego.




KOLĘDA  192.


Wraz się zebrali cni pastuszęta, * Pędzą na pole swoje bydlęta, * Nakarmiwszy, napoiwszy * W domu jagnięta.

Dzień cały pasząc popowracali, * Trzody do szopy pozawierali; * Dla barana wiązkę siana * W kącie schowali.

Krowom, cielętom paszy zadano, * By wystarczyło do jutra rano; * Stare woły do stodoły * Pozaganiano.

Sami na szopę powyłazili, * By sobie wywczas tam uczynili, * Spoczywając, zasypiając, * W pogodnej chwili.

Bartka na ziemi tak pchły kąsały, * Że mu bynajmniej zasnąć nie dały; * Przykrzy sobie, ciało skrobie * Przez niemały.

Porwie się nagle, wziął gurmaninę, * Stawia do brogu wielką drabinę, * By miał czasu do wywczasu * Jedną godzinę.

Wylazłszy na wierzch, oczy otworzy, * Chociaż go bardzo sen nocny morzy; * Ugląduje, upatruje, * Co się tak sroży.

Przetrze powieki, aż owo w porze * Światło się świeci, blizko przy górze: * Wstawaj Maćku i ty Jacku, * Wilcy w oborze.