Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 01.djvu/271

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


KOLĘDA  191.


W polu na czatach pasterze nie śpiący, * Pilnie, ostrożnie trzód doglądający, * Widzą światło, słyszą głosy, wznoszą się pod niebiosy: * Chwała niech będzie, chwała niech będzie.

Zdumieni patrzą, skąd słońca promienie * W nocy się wzięły, skąd prześliczne brzmienie * Głosów różnych; czy syreny, wdzięczne nucą swoje treny? * Wesoło wszędzie, wesoło wszędzie.

Tak zadziwionym poseł z nieba stawa, * Z tem obwieszczeniem: wiedzcie, że to sprawa, * Która światu się zjawiła, niebu, ziemi wielce miła; * Wam na zbawienie, wam na zbawienie.

Który w wieczności ma z Ojca rodziny * Bez matki; z matki dziś dla ludzkiej winy * W stajni między bydlętami, skrępowany pieluszkami, * Ma Swe rodzenie, ma Swe rodzenie.

Tego Anielskie chóry gdy witają, * I was pastuszków z sobą zapraszają, * Abyście Mu skoczno grali, potem ludziom rozgłaszali, * Że się już zjawił, że się już zjawił:

Zbawiciel świata długo pożądany, * Prorockim duchem w tym czasie przejrzany. * Więc narządźcie strojne głosy, skrzypce, basy krzywonosy. * By się zabawił, by się zabawił.

Dziwne w tem Boga było sporządzenie, * Że pastuszętom stało się zjawienie * Tajemnicy narodzenia, na kształt ludzkiego plemienia; * Syna Boskiego, Syna Boskiego.