Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 01.djvu/239

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ne czczenie * Oddaje narodzonemu, * W żłobie dla nas złożonemu, * Bogu Prawemu.

Anioły głosy aż pod niebiosy * Dziw ten wynosiły; * Śpiewają mile, że takie chwile * Onym się zjawiły. * Świat cały uspokojony, Bóg z człowiekiem zjednoczony * Rodzi się między bydlęty, * Jako grzesznik, jednak święty, * Bóg tak poczęty.

Światłem swem gwiazdy jako więc wjazdy, * Po niebie rzucały. * Dzień przeto nowy na kształt godowy * Uczyniły cały; * Noc okropną rozprószyły, widok wszędzie uczyniły, * By świat uczcił przyjście Pana, * Do własności ta odmiana, * Z nieba zesłana.

Pasterze z pola, powitać Króla, * Czemprędzej się spieszą; * Anioł ich budzi, jako tych ludzi, * Co Dziecię ucieszą; * Zagrają Mu na piszczałkach, wziąwszy je ż sobą w kobiałkach. * Ukoją płacz Maleńkiego, * Zewsząd nędzą ściśnionego, * Rozkwilonego.

Poszli więc śmiele, jak na wesele, * Do pustej stajenki. * Tam swoje dary, wdzięczne ofiary, * Na łono Panienki * Złożyli, co który zdołał; potem starszy z nich zawołał: * Bracia głosu dobywajcie, * Wdzięcznie Panu zaśpiewajcie, * Kolędę dajcie.

My, gdy dnia tego, nam wesołego, * Kolędę składamy, * Mamy w pamięci pastusząt chęci, * I z nimi stawamy, * Wypłacając nasze długi, jako wierne Twoje sługi, * Z głosem się popisujemy * Naszym,