Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 01.djvu/235

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


skając Go za stopy: * Klękli z nizkim głów pokłonem, * Służąc Panu złota gronem, * I mirrą, i mirrą. * W czem Boga szczerze, szczerze, szczerze, * W czem Boga szczerze, szczerze, szczerze, * Uznali w tej mierze. * Uznali w tej mierze.

Niebo zaś całe jasne stało; * Wielkim płomieniem znać dawało: * Że z góry, że z góry, że z góry * Do bydlęcej obory, obory * Wszystka jasność się ściągała, * Serca ludzkie przerażała * Swem światłem, swem światłem. * Więc hurmem, hurmem, hurmem, hurmem, * Więc hurmem, hurmem, hurmem, hurmem, * Niby jakim szturmem, * Niby jakim szturmem.

Krzyknęli razem, w głośne tony, * Brzmiące na wszystkie świata I strony: * A skały, a skały, a skały; * Świat i ziemia skakały, skakały; * Tak były wskroś przeniknione, * Do melodyi skłonione * Niezwykłej, niezwykłej, * Że tylko, ra ra, ra ra, ra ra, * Że tylko, ra ra, ra ra, ra ra, * Samych mów niewiara, * Samych mów niewiara.

Wtem przyskoczyli do nóg Pana * Pasterze, padli na kolana, * Wesoło, wesoło, wesoło, * Otoczyli Go wkoło, Go wkoło: * Darami Go obsypali, * Bydła, ptactwa nadawali * Dostatkiem, dostatkiem. * A sami dalej, dalej, dalej, * A sami dalej, dalej, dalej, * Piosneczki śpiewali, * Piosneczki śpiewali.

Miał Bartek dudy, Grzela skrzypki; * Stanąwszy zdala od kolebki, *