Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 01.djvu/221

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Co raz to dalej, szopka się wali, * Józef nieborak kijmi podpiera: * Wiatr zewsząd wieje, nikt nie zagrzeje, * Wicher do reszty strzechę obdziera. * Wiwat Pan itd.

Śliczna Matula, Dziecię utula, * Piersiami karmi, szuka posłania: * Józef staruszek, wziąwszy pieluszek, * Zewsząd od wiatru dziury zasłania. * Wiwat Pan itd.

Dziecię się luli, Matuchna tuli, * Przestało przecie płakać po chwili: * Wół z osłem stają, parą chuchają, * Klękając nizko, pokłon czynili. * Wiwat Pan itd.

Wtem Aniołowie, z nieba posłowie, * Bieżąc do szopy, tak zaśpiewali: * Chwała bądź Bogu na wysokości, * A ludziom pokój bądź w dobrej woli. * Wiwat Pan itd.

Pasterze wstają, zbyt się lękają, * Co to jest za głos, dalej czekają: * Święci Anieli, wszyscy weseli, * To Dzieciąteczko im ogłaszają. * Wiwat Pan itd.

Wnet niebożęta, biedne chłopięta, * Spędzili z pola swoje bydlęta; * Wraz się zmawiają, co też wziąć mają, * Wielkiemu Panu ci pastuszęta. * Wiwat Pan itd.

Gdy się zmówili i zgromadzili, * Wzięli dudeczki, przez drogę grali; * Wchodząc do szopy jak proste chłopy, * Co który przyniósł Panu dawali. * Wiwat Pan itd.

Jedni pasterze grali na lirze, * Na fujareczkach drudzy śpiewali; * Inni wesoło tańczyli wkoło, * Z wielkiej radości razem krzykali. * Wiwat Pan itd.