Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 01.djvu/123

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


podkówkami, * Po łbie plaskać kołtunami, * Jak w karczmie, * Jak w karczmie.

Włoch też woła questo de la leli esto, si grandi * W taniec się im mocno prosi, * Niemczyska jeszcze przenosi. * Drga presto, drga presto.

Mówi Polak: Włochu, przebieraj po trochu, nóżkami; * Nie karczma to, nie gospoda. * Tańcować nie piękna to moda, * Przed Panem, przed Panem.

A widząc niezgody, mówi: tu są gody niebieskie. * Niechaj będzie miła zgoda, * Będzie serc naszych ochłoda, * Wszak gody, wszak gody.

A tak się zgodzili, z darami spieszyli do Pana. * Pokornie Go przeprosili, * Że Go byli obrazili * W stajence, w stajence.

Wszedł wprzód witać Pana, bez sukni, żupana, Herr Niemiec, * Ale nie miał, coby Mu dał, * Tylko Mu się nizko kłaniał, * Bądź strofa, bądź strofa.

Francuz za nim śmiele, O mą dju Agnele, a żom pro. * Płaczącego mile tuli, * A wszy zbiera po koszuli * Nie pięknie, nie pięknie.

Włoch też twarz nachyla, Panu się przymila, Senioro, * Wiwat, wiwat Giezu charo, * Del hospite valde raro, * Kiel bellino, kiel bellino.

Zazdroszczący tego Góral kijem wszego częstuje. * Ten się za łeb i ów chwyta, * Przytem nie o wiele pyta, * Umyka, umyka.

Wszystkich wypędziwszy, Pana pozdrowiwszy, w stajence, * Sie-