Strona:PL Karol Miarka - Kantyczki 01.djvu/043

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


su, * Dyć się nam tu zaśpiewać godzi.

Wszakże w szopie Anieli, śpiewali se weseli, * I ubodzy pasterze grali skoczno na lirze; * I my śpiewajmy i wykrzykajmy, * Niech z nas każdy głosu dobierze.

Tylko ochrapiał Bartos, a Wawrzek śpiewa przez nos; * Szymek zaś krzywi gębę, ja też śpiewać nie będę; * Więc spocząć trzeba, przekąsić chleba, * Niech sobie tu dobrze usiędę.

Siedzący zaś zagrajmy i zgodliwie śpiewajmy; * Tylko przecie słuchajcie, lada czego nie bajcie; * Słuchaj Bartosie i Krzywonosie, * Ze mną głosy dobrze wydajcie.

Teraz bracia krzykajmy, hoca, hoca, wołajmy; * Niech się cieszą panowie, my jako ich sługowie, * Ochoty dodajmy, szklanki spełniajmy * Za wszystkich Panów naszych zdrowie.

Wiwat, wiwat wesoło, gdy się nam grzeje czoło, * Prędko bracia spijajmy, hoca, hoca pląsajmy, * Hoca hoca hoc, hoca hoca hoc, * Nie będzie się nam cnąć i przez noc.

Ale się spieszyć trzeba, bo już śnieg pada z nieba; * Więc nam zasypie drogę, w nocy chodzić nie mogę: * Pij prędko bracie, to i ja za cię * Spełnić szklankę za zdrowie muszę.

Wiwat, wiwat Panowie, już mamy dosyć w głowie, * Bośmy sobie podpili, pięknie się ucieszyli; * Więc przepraszamy, dzięki składamy, * Żeśmy sobie tu pozwolili.