Strona:PL Karol May - Winnetou w Afryce.djvu/99

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zgodziłem się z obawy, że narzucając mu się zbytnio na sąsiada, wzbudzę nieufność. Zresztą nie miałem potrzeby stale Huntera obserwować, przyczyniając się bowiem do wrzekomego wyzwolenia kapitana, i tak dowiem się o wiele więcej.
Teraz wiedziałem już na pewno, z kim miałem do czynienia. Jegomość był Jonatanem, tuniski zaś kapitan — Tomaszem Meltonem, który swego czasu zapadł się jakby pod ziemię. Gdybyż to Jonatan Melton wiedział, że jestem w posiadaniu listu, który wysłał niegdyś do swego stryja, istnego szatana, Harry’ego Meltona!
Pseudo-Hunter pragnął w Tunisie pozostać w ukryciu, wrzekomo, aby uniknąć późniejszych nieprzyjemności za udział w dezercji kapitana. Ale przejrzałem właściwy powód, którego mi nie zakomunikował. Prawdziwy Small Hunter został zwabiony w jakiś sposób do kolorasiego, który miał go usunąć. Póki się to nie stało, nie mógł się pokazywać podszywający się pod niego sobowtór. Nieobecność kapitana w Tunisie musiała pozostawać w związku z zamordowaniem Huntera. Dopóki trwała, można było jeszcze uratować biednego młodzieńca, ale gdyby już kolorasi powrócił do stolicy, byłoby to znakiem niezawodnym, że Hunter nie żyje. Pokład palił mi się poprostu pod nogami. Chętniebym już widział port Golettę i skoczył na ląd, aby, nie tracąc ani chwili, pośpieszyć Hunterowi z pomocą.
Zdanie moje podzielił Emery, skoro powtórzyłem rozmowę z wrzekomym Hunterem. Winnetou, zgodnie