Strona:PL Karol May - Winnetou w Afryce.djvu/93

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ściągają tam wielki procent za pośrednictwo. Rosja zaś jest zazdrosna o wpływy angielskie i niechętnie się odnosi do naszych zamówień. Przypomnieliśmy jednak sobie, że indyjskie posiadłości nasze sięgają w głąb Azji, łatwo więc już było utorować gościniec do Bajkału — i oto sprowadzamy syberyjskie futra przez Indje, nie okupując się carowi, ani chińskiemu bogdychanowi.
— Ach, tak! Ale głównem źródłem pańskiem jest Północna Ameryka?
— Dla skór — La Plata, dla futer — Północna Ameryka. Niejeden transport sprowadzałem osobiście z Nowego Orleanu.
— Nowy Orlean? Niezawodnie zawarł pan tam jakieś znajomości?
— Tylko handlowe.
— Czy mimo to nie spotkał się pan tam z mojem nazwiskiem? Mój ojciec wprawdzie oddawna wycofał się z interesów, ale podtrzymywał stosunki osobiste z tamtejszemi sferami handlowemi.
Teraz trzymał mnie w garści, ale ja go również trzymałem. Udawałem, że się przez chwilę zastanawiam, poczem rzekłem:
— Pańskie nazwisko? Hunter? Hm! Hunter — Hunter — — nie mogę sobie przypomnieć takiej firmy. Hunter — —
— Nie firma, lecz dostawa wojskowa! Ojciec mój na wielką skalę handlował skórami.
— Dostawca wojskowy? A, to co innego! Hunter, to po niemiecku nie jest Jaeger?