Strona:PL Karol May - Winnetou w Afryce.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dowiedziano się o miejscu jego urodzenia, dokąd też następnie władze się zwróciły. Tam podano nasz obecny adres.
— No, więc jest ratunek. Jeśli udowodnicie, że jesteście jedynymi spadkobiercami nieboszczyka i że zatem wasze prawa są niesporne, wydadzą wam spadek bardzo rychło.
— Bodajby tak było! Ale sprawa ma swój haczyk. Jesteśmy jedynymi krewnymi — ale może jednak nie jedynymi. Nieboszczyk miał syna, który zaginął.
— Bardzo źle! Sprawa może ogromnie się przewlec. Trzeba w pismach wezwać syna i, jeśli się nie zjawi po upływie określonej ilości lat, będzie uważany za zmarłego. Trzeba, niestety, uzbroić się w cierpliwość.
— Tak, musimy czekać... Bodajby nam jednak wypłacili jakąś część drobną!
— To nie uchodzi. Wszystko, albo nic.
— Szkoda! — Trzeba dodać, że w Nowym Orleanie pewien adwokat zajął się sprawą zaginionego. Jest to jego przyjaciel. Twierdzi, że spadkobierca żyje, albowiem towarzyszył mu w podróży bardzo obrotny i zaufany przyjaciel, któryby na pewno, według zdania adwokata, wysłał wiadomość do Nowego Orleanu, gdyby tamtemu przytrafiło się co złego, a tem bardziej gdyby umarł. Adwokat przedsięwziął zatem bardzo skrupulatne poszukiwania, na które uzyskał od sądu czas odpowiedni.