Strona:PL Karol May - Winnetou w Afryce.djvu/57

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


szeć śpiew. Później wrócimy do twego mieszkania, gdzie dowiesz się, z jakiego powodu przeprawiłem się przez wielkie morze.
— Dobrze. Będę cierpliwie czekał i pozwolę ci posłuchać śpiewu.
Bractwo z radością zgodziło się spełnić życzenie Winnetou. Usiedliśmy wraz z Voglem przy odległym stoliku przy piwie, które Winnetou pijał bardzo chętnie, ale też bardzo umiarkowanie. Zaczęły się popisy, które należałoby nazwać koncertem. Śpiewacy byli dumni z tego, że słucha ich tak słynny człowiek.
Trzymaliśmy się obaj za ręce. Byłem szczęśliwy, że widzę go w swej ojczyźnie, jego zaś uszczęśliwiała moja radość. Sądzę, że dla obcych stanowiliśmy wzruszająco czułą parę. Ale nikt z tych, którzy widzieli Winnetou i Old Shatterhanda w sawanie, lub górach, nie poznałby nas tutaj. Winnetou wydawał mi się czarną panterą w skórze owczej, a i on pewnie doznawał podobnego wrażenia, patrząc na mnie.
Mogło być koło północy, gdy Apacz oznajmił, że słyszał już dosyć. Gorliwe bractwo chętnieby go zatrzymało do rana i nawet dłużej. Podziękował śpiewakom i wyszliśmy. Winnetou słowem nie wspomniał o śpiewakach, ale, znając go dobrze, widziałem, jak głęboko przejął się pieśniami mej ojczyzny.
Skoro przybyliśmy do domu, obejrzał się dokładnie dokoła, dotknął każdego przedmiotu i przymykał oczy, aby wrazić to wszystko głęboko w pamięć. Zdją-