Strona:PL Karol May - Winnetou w Afryce.djvu/137

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


serwację. Jestem zadowolony, że uniknąłem tej nieprzyjemności. Jak się sformuje pochód?
— Z początku kolumną marszową. Skoro znajdziemy się na terenie wrogów, zaciągniemy, oczywiście, przednią i tylną straż i roześlemy patrole. Może się pan przyłączyć, do kogo zechce. Ponieważ władasz dostatecznie arabskim, nietrudno panu będzie porozumiewać się z żołnierzami. — —
Gdy zbliżyła się pora asr, Krüger-bej kazał utworzyć koło, ukląkł i zmówił modlitwę. Poczem dosiedliśmy koni i pojechali. — — —
Opis marszu zająłby zbyt wiele miejsca. Poprzestanę na suchych faktach. Jechaliśmy wzdłuż rzeki Medżerdah do ruin Tastur i dalej, przez Tunkah, Tebursuk i Zauharim. Tu włóczyli się Uled Ayuni, niesforniejsi od Uled Ayarów, swych wrogów śmiertelnych. Należało zachować środki ostrożności, albowiem był to już wieczór czwartego dnia i nazajutrz rano mieliśmy przekroczyć granicę Uled Ayarów. Wysłaliśmy patrole i zaciągnęli straże. Wraz z Winnetou i Emery’m jechałem w przedniej straży.
Droga wypadła przez piaszczystą pustynię. Oczywiście, nie zapomnieliśmy napełnić zawczasu miechów wodą. Emery, badając ostrem spojrzeniem daleką równinę, zapytał:
— Czy znasz ruiny, do których dążymy?
— Znam tylko okolicę.
— Jak daleko do ruin?
— Niespełna czternaście godzin.
— Tylko? Trzeba być ostrożnym. Co to za ludzie