Strona:PL Karol May - Winnetou w Afryce.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

— A więc chcesz nam nietylko coś powiedzieć, ale i pokazać? — zapytałem.
— Tak.
— Czy to rzecz ważna?
— Być może — nie wiem na pewno. Hunter obchodził się z tem tak skrycie i troskliwie... Jest to skórzany przedmiot, zwany przez białych pugilaresem.
— Zabrałeś potajemnie?
— Wykradłem, aby odłożyć zpowrotem.
— Czy trzymał go w kieszeni?
— Nie. Moi bracia widzieli mały kuferek Huntera. Skoro się położyłem, udawałem, żem natychmiast zasnął. Wówczas Melton otworzył kufer, aby uporządkować rzeczy, które w nim leżały. Wyciągnął pugilares, otworzył i wyjął rozmaite papiery. Przeglądał, poczem poodkładał zpowrotem. Przytem obserwował mnie tak badawczo i nieufnie, że powziąłem podejrzenie, iż pugilares zawiera jakieś sekrety. Postanowiłem go wykraść. Przyglądałem się uważnie, jak wkładał pugilares zpowrotem do kufra, jak zamknął kufer i schował klucz do kieszeni. Zasnął, trwało to jednak jeszcze bardzo, bardzo długo, zanim mogłem wyciągnąć kluczyk ze spodni.
— Do pioruna! Posiadasz wszelkie kwalifikacje na złodzieja kieszonkowego!
— Mężczyzna powinien umieć wykonać wszystko, ale wykonywać tylko w takich wypadkach, kiedy to jest wskazane, dobre i pożyteczne. A zatem otworzyłem kufer i wyjąłem pugilares. Otóż i on. Moi