Strona:PL Karol May - Winnetou 06.djvu/224

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   472   —

żał ja za możliwą, sam usiadłbym tutaj, by cię pilnować. Nie uciekniesz więc, ale śmierci możesz uniknąć.
— Jak? — zapytałem, skoro niepodobna już było odwieść go od tego.
— Przy mojej pomocy.
— Nie potrzebuję pomocy!
— Jesteś o wiele dumniejszy, aniżeli sądziłem. Któż odrzuca pomoc, gdy chodzi o ocalenie życia!
— Ten, kto jej nie potrzebuje, bo sam się ocalić potrafi.
— Zostań przy swojej dumie, która woli zginąć, aniżeli zrobić dług wdzięczności. Ale ja tego nie żądam i chcę cię widzieć wolnym. Wiesz, że „Ciemny Włos“ była u ciebie?
— Tak.
— To moja córka. Czuje wielką litość nad tobą.
— W takim razie Old Shatterhand jest człowiekiem godnym litości i pożałowania, a nie walecznym wojownikiem. Litość to obelga!
Użyłem naumyślnie tego szorstkiego wyrazu, aby skłonić go do porzucenia zamiaru, lecz i to mi się nie udało. Indyanin zapewnił mnie łagodnie:
— Nie chciałem ciebie obrazić. Zanim cię jeszcze córka moja widziała, dużo słyszała o tobie. Ona wie, że Old Shatterhand jest największym białym wojownikiem i chciałaby go ocalić.
— To dowód, że „Ciemny Włos“ ma dobre serce, ale żeby mnie mogła ocalić, to niepodobieństwo.
— To nawet łatwe.
— Jesteś w błędzie.
— Nie. Ty znasz wszystkie zwyczaje czerwonych ludzi, lecz ten ci jest widocznie obcy. Zgodzisz się nań, gdyż oświadczyłeś „Ciemnemu Włosowi“, że ci się podoba.
— To znów omyłka. Jej tego nie powiedziałem.
— Ależ ona mi się do tego przyznała. Moja córka jeszcze nigdy nie powiedziała nieprawdy.
— W takim razie zaszła tu zamiana osób. Twoja