Strona:PL Karol May - Winnetou 06.djvu/172

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   420   —

winięcia skóry. Złożona była rogami do środka jak koperta, w niej leżała druga, której rogi zszył Winnetou kiszką jelenią. Gdy i teę rozciąłem, ujrzałem testament, spisany na kilku kartkach papieru.
Teraz zapytałem siebie, czy schować go, czy też przeczytać. Lecz poco miałem go ukrywać? Wszak gdyby moi trzej towarzysze zobaczyli mnie czytającego, nie mogli nic mieć przeciwko temu. A zresztą czy wiedzieli co to było? Mógł to być list, lub jakieś pismo, które oddawna nosiłem przy sobie. Oni nie mieli nawet prawa pytać się o ten papier. A gdyby się nawet zapytali, to przecież mogłem powiedzieć, co mi się podobało. A tymczasem oczy moje rwały się poprostu do tego, co Winnetou napisał. Tak, napisał, bo Winnetou umiał pisać. Kleki-petra, jak w wielu innych rzeczach, tak i pod tym względem był jego nauczycielem. Niezrównany Apacz miał tylko za mało sposobności do wyćwiczenia się w tej