Strona:PL Karol May - Winnetou 05.djvu/231

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   213   —

mój kary ogier, pędził bowiem z taką łatwością, jak gdybym ja był wychudłym dżokejem, i zostawił konia bernardowego daleko za sobą. Ta jego cenna zaleta skłoniła mnie do spróbowania go jeszcze z innej strony. Oto postanowiłem nie posługiwać się przy polowaniu strzelbą, lecz lassem. Moje miało zamiast ucha pierścień, przez który pętla prześlizguje się o wiele pewniej i lepiej, aniżeli przez używaną u Indyan skórzaną kluczkę.
Nieopodal zarośli dopędziłem te zwierzęta, a to tęgiego byka i trzy krowy, z których wybrałem sobie jedną o gładkiej powierzchowności, co świadczyło o delikatności mięsa. Odegnałem ją od reszty zwierząt i trzymając się obok niej, zarzuciłem pętlę. Mój ogier okazał się znowu znakomitym. Skoro tylko lasso świsnęło w powietrzu, skoczył wstecz, zaparł się nogami w ziemię, pochylając się naprzód całem ciałem. Pętla przylgnęła krowie ściśle do szyi, gwałtowne szarpnięcie posadziło niemal konia na tylnych nogach, ale on wytrwał i naciągnął, jak mógł najbardziej, rzemień przywiązany do kuli u siodła. Krowa upadła, ja zaś zeskoczyłem z konia i wbiłem jej silnie nóż w kark, a to spowodowało jej śmierć natychmiastową. Dzielny ogier śledził za mną oczyma i rozluźnił teraz lasso. Przystąpiłem do niego, pogłaskałem go pieszczotliwie po szyi, za co z wdzięczności potarł mnie głową po ramieniu.
Teraz zdjąłem pętlę z krowy i zamierzałem właśnie ją rozpruć, kiedy nadjechał Bernard.
— Zapóźno! — skarżył się. — Czy mam dalej...?
— Nie. To nam wystarczy. Pomóżcie mnie z tem się załatwić!
Marshall zsiadł z konia, a ja przewróciłem krowę na drugą stronę, przyczem zauważyłem u niej na skórze wypalony znak.
— Ach! Ona należy do trzody estancyi, hacyendy albo jakiegoś rancha.
— Czy było nam wolno ją zabić?
— Owszem. Bydło w tych stronach przedstawia tylko wartość skóry. Każdy podróżnik może wedle zwy-