Strona:PL Karol May - Winnetou 05.djvu/045

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   35   —

słońce pali jak ogień, gdzie piasek jest większy od sawanny, gdzie ryczy lew, a mężowie mogą mieć po kilka żon.
Siedząc nieraz u ognisk obozowych, wspominałem przy sposobności, że zamierzam zwiedzić Saharę. To nastąpiło, a teraz podczas wyprawy przez preryę dowiedziałem się ku mojemu zdumieniu, że wieści o tem dostały się już do Indyan. Tutaj z nożem w ręku udało mi się prędzej zostać znanym szeroko człowiekiem, a niżeli w kraju przy pomocy pióra.
— On powróci — rzekł Ma-ti-ru. — Kto przesiąknął tchem preryi, ten pragnie go, dopóki Wielki Duch życia mu nie poskąpi!
Pod tym względem czerwony wódz miał słuszność. Jak góral tęskni na dolinach za górami aż do rozchorowania się, a żeglarz nie może rozstać się z morzem, tak samo dzieje się z każdym, kogo prerya raz weźmie w objęcia. Nic dziwnego więc, że na nią wróciłem.
Wtem wskazał Ka-wo-mien na niebo.
— Niech mój biały brat spojrzy na gwiazdy! Czas już udać się na drogę konia ognistego. Czy żelazne ręce, odebrane białemu słudze konia przez moich wojowników, są dość silne do przerwania jego drogi?
To pytanie wyjaśniło mi, kim był zamordowany. Niewątpliwie był to urzędnik kolejowy, który dla zbadania toru szedł po przestrzeni z narzędziami, nazwanemi przez wodza „żelaznemi rękami“.
— Są silniejsze od rąk dwudziestu czerwonych mężów — odrzekł biały.
— A czy mój biały brat umie się z niemi obchodzić?
— Tak. Niechaj czerwoni bracia pójdą za mną! Za godzinę nadejdzie pociąg. Ale niechaj bracia moi zważą raz jeszcze, że wszystko złoto i srebro do mnie należy.
— Ma-ti-ru nigdy nie kłamie! — zapewnił dumnie wódz, powstając z miejsca. — Złoto jest twoje, a wszystko inne wraz ze skalpami bladych twarzy stanie się własnością walecznych wojowników Ogellallajów.
— A wy mi dacie muły, które poniosą moje złoto, i ludzi, pod których osłoną udam się nad Canadian.