Strona:PL Karol May - Winnetou 04.djvu/105

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   335   —

zauważyliśmy to zaraz nazajutrz, natrafiwszy na trop Indyanina, który niewątpliwie był na zwiadach.
Zbadałem dokładnie to miejsce. Koń Indyanina przywiązany był do wbitego tu w ziemię kołka i poobgryzał kępki na pół zeschłej trawy preryowej. Jeździec leżał tam i bawił się kołczanem. Przytem złamał mu się jeden grot, on zaś wbrew zwykłej ostrożności Indyan nie pozbierał ułamków. Podniosłem je, żeby się im przypatrzyć. Nie była to strzała myśliwska, lecz wojenna.
— Znajduje się na drodze wojny — rzekłem — ale jest jeszcze młody i niedoświadczony, albowiem byłby ukrył zdradzieckie kawałki, a ślady jego nogi nie pochodzą od nogi dorosłego mężczyzny.
Rzut oka na dalsze odciski przekonał nas, że ten człowiek dopiero niedawno wstał z tego miejsca, gdyż krawędzie ich były dość ostre, a popchnięte, lub przegięte źdźbła trawy nie podniosły się jeszcze.
Poszliśmy dalej tym śladem, dopóki cienie nie zaczęły się zanadto przedłużać i nie zaczęło się ściemniać pod wieczór. Zanim jednak zsiadłem z konia, wziąłem dalekowidz do ręki, aby jeszcze raz spojrzeć na okolicę. Staliśmy właśnie na jednej z licznych falistych wyżyn, które w owej części preryi układają się obok siebie jak fale stężałego morza, dzięki czemu widok mieliśmy wolny.
Zaledwie szkła przyłożyłem do oczu, uderzyła mnie prosta, długa, linia, ciągnąca się od wschodu wzdłuż północnego widnokręgu aż do najdalej położonego punktu na zachodzie. Pełen radości podałem Winnetou szkła i pokazałem mu, w którym kierunku ma patrzeć. On potrzymawszy je przez chwilę, odjął nagle od oczu i spojrzał na mnie z wyrazem zapytania na twarzy.
— Czy mój brat wie, jaka to ścieżka? — rzekłem. — To nie droga buffalów, ani też nie wydeptała jej noga czerwonego męża.
— Wiem. Żaden bawół nie przebiegnie takiej przestrzeni, jak ta ścieżka i nikt z Indyan nie potrafi jej