Strona:PL Karol May - Winnetou 03.djvu/215

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   201   —

aby się za nim ukryć. Przytuliwszy się do pnia, czekałem Komancza, który też zaraz nadbiegł, ociekając wodą i sapiąc ze zmęczenia, z okiem, wlepionem w mój trop. Gdy mnie minął, ruszyłem za nim. Ponieważ głośno sapał, przeto nie mógł moich kroków usłyszeć, zwłaszcza że ja biegłem za nim na palcach w wielkich o ile możności susach. Wreszcie tęgim skokiem nań wpadłszy, trąciłem sobą o jego ciało tak, że padł twarzą do ziemi, a ja ukląkłem na nim w tej chwili i pochwyciłem go za szyję. Po dwu uderzeniach pięścią w czaszkę przestał się ruszać. Nieopodal miejsca, na którem go ogłuszyłem, znajdował się złamany jawor, zwrócony prostopadle do biegu rzeki tak, że fale przepływały o dwa łokcie może pod jego zwiędłym wierzchołkiem. To dało mi znakomitą sposobność powrócenia do rzeki bez zostawienia śladu za sobą. Po pniu jaworu poszedłem aż nad wodę, do której znowu wskoczyłem. Prawie na przeciwko błyszczało kwiecie petunii. Popłynąłem tam, odwiązałem czółno i powiosłowałem brzegiem na to miejsce, skąd mieliśmy zabrać Apacza. Tam przywiązałem łódź do korzenia drzewa i pobiegłem do chorego, albowiem musieliśmy się spieszyć, by się uporać, zanim Komancz przyjdzie do siebie. Zanieśliśmy Apacza do czółna, pościeliwszy przedtem na dnie koc jego i szaty. Peon wrócił natychmiast do muru. Ja sam już odstawiłem potem chorego pod petunie, przymocowałem tam dobrze czółno i przypłynąłem na dawne miejsce, zdjąłem ubranie, by je z wody wykręcić. Włożywszy je napowrót, zbadałem okiem brzeg przeciwległy, czy się przypadkiem Komancz nie obudził i nie zauważył, cośmy zrobili, ale mimo wysiłku nie dostrzegłem niczego. Teraz nareszcie ukrytemi drzwiami wróciliśmy do estancyi, zużywszy na całą tę wyprawę kwadrans czasu. Od sennory otrzymałem zaraz suche ubranie i mogłem roześmiać się w twarz każdemu z Komanczów, któryby chciał twierdzić, że byłem poza domem i do tego w rzece.
Panie pokładły się w hamakach, a my wyszliśmy na platformę, wziąwszy oczywiście broń z sobą. Obie