Strona:PL Karol May - Winnetou 03.djvu/158

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   146   —

nosa, że będzie wam potrzeba lunety, aby jego koniec zobaczyć!
Te słowa osiągnęły odpowiedni skutek. Komendant był chyba rozumniejszym człowiekiem od swego podwładnego. Sierżant musiał w swoim raporcie wspomnieć o tem spotkaniu i o jego wyniku. Zetknięcie się z tak sławnym myśliwcem posiada dla dowódcy patroli wielką wartość, bo może odeń słyszeć wiele myśli, zapatrywań i rad, mogących mu się bardzo przydać. Z westmanem w rodzaju Old Deatha obchodzą się oficerowie całkiem jak z równymi sobie, z największymi względami i uszanowaniem. Co mógł o nas donieść ten sierżant, skoro tak z nami postąpił! Zdawało się, że sobie to teraz w duchu powiedział, gdyż rumieniec zakłopotania pokrył mu twarz aż po czoło. Aby powiększyć to wrażenie, mówił Old Death dalej:
— Jestem z całym szacunkiem dla waszego munduru, ale mój wart przynajmniej tyle, co wasz. Nie zaszkodziłoby wam wcale wobec waszej młodości, gdybyście od Old Deatha kilka rad otrzymali. Kto jest teraz komendantem fortu Inge?
— Major Webster.
— Ten, który jeszcze przed dwoma laty był kapitanem w forcie Ripley? — spytał Old Death.
— Ten sam.
— To pozdrówcie go odemnie. Zna mnie bardzo dobrze, strzelałem z nim często do tarczy i wbijałem kulą gwóźdź w czarne. Może mi dacie notatkę, abym napisał kilka słów dla niego? Kalkuluję sobie, że się bardzo ucieszy na wieść, iż jeden z jego podwładnych nazwał Old Deatha szpiegiem.
Sierżant nie wiedział, co z tem zrobić. Połknął ślinę raz, drugi i trzeci i wykrztusił z widocznym trudem:
— Ależ, sir, ja was mogę zapewnić, że tak tego nie myślałem! W tych stosunkach, w jakich ciągle żyjemy człowiek się złości i nic dziwnego, że przybiera czasem ton niezamierzony.
— Tak, tak! To brzmi już uprzejmiej, aniżeli przed-