Strona:PL Karol May - Winnetou 03.djvu/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   90   —

nia, przy którym stał długi i chudy mężczyzna, twarzą ku drzwiom zwrócony. Na pierwszy rzut oka widać było, że to Hiszpan.
— Buenas tardes! — odpowiedział na nasze uprzejme pozdrowienie. — Przysyła was sennor Lange? Czy wolno zapytać, sennores, co was do mnie sprowadza?
Byłem ciekaw, co Old Death na to odpowie. On bowiem z góry zastrzegł sobie, że rozmówi się z Cortesiem.
— Może interes, a może tylko potrzeba zasiągnięcia pewnej wiadomości, sennor. Sami tego jeszcze dobrze nie wiemy — rzekł stary.
— Zobaczymy. Usiądźcie i zapalcie cigarillo.
Podał nam papierośnicę i zapałki, czego trudno było nie przyjąć. Meksykanin nie wyobraża sobie niczego, a przedewszystkiem rozmowy, bez papierosów. Old Death, który dziesięć razy wolał fajeczkę od najwytworniejszego cygara, wziął najcieńsze, zapalił, a ledwie pociągnął kilka razy, już papierosa nie było. Ja postąpiłem z moim oszczędniej.
— Rzecz, z którą się wam naprzykrzamy — zaczął Old Death — niema zbyt wielkiego znaczenia. Przychodzimy tak późno dla tego tylko, że nie bylibyśmy was pierwej zastali. Nie chcemy tutaj bawić do jutra, ponieważ nie zapraszają nas do tego tutejsze stosunki. Mamy zamiar udać się do Meksyku i ofiarować nasze usługi Juarezowi. Podobnego kroku na wiatr się nie robi. W tym wypadku trzeba mieć jakąś pewność, że się będzie chętnie przyjętym. Zasięgnąwszy stosownych wiadomości, dowiedzieliśmy się, że tu, w La Grange, można się zaciągnąć w jego szeregi. Wymieniono nam wasze nazwisko, więc przybyliśmy do was, a wy może nam łaskawie powiecie, czy znajdujemy się u właściwego człowieka.
Meksykanin nie odpowiedział zaraz, lecz przypatrzył nam się wpierw badawczem spojrzeniem. Oko jego spoczywało na mnie z widocznem zadowoleniem, gdyż byłem młody i wyglądałem rzeźko. Old Death mniej mu się zapewne podobał, wychudła bowiem i pochylona jego po-