Strona:PL Karol May - Winnetou 03.djvu/099

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   87   —

włazić do dziur ze strachu przed kotem? Ładnieby nas potem wyśmiano!
— Trwogi ja nie znam, ale znam stare, dobre, przysłowie, że mądry głupiemu ustąpi. Wystarczy, gdy sam sobie powiem, że nie czynię tego z obawy, lecz z ostrożności. Pomijam już to, że liczbą dziesięć razy nas przewyższają. Te wagabundy są butne i rozzłoszczone. Nie przepuszczą nas spokojnie. Ponieważ zaś ja nie zniósłbym tego, a was także nie uważam za ludzi, którzyby coś takiego obojętnie przyjęli, przyjdzie więc do porządnej bijatyki. Nie boję się wprawdzie takiej przemocy w walce na pięści, lub kawałkami połamanych krzeseł, ponieważ jestem kowalem i potrafię młotem grzmocić choćby po głowach, ale rewolwer to broń dyabelnie głupia, bo tu najtchórzliwszy pędrak może kulką, jak groch, powalić najodważniejszego olbrzyma. Nie trzeba do tego wielkiej mądrości, żeby przyjść do przekonania, iż najlepiej będzie spłatać figla tym drabom i ukradkiem wyprowadzić się przez okno. To bardziej ich zezłości, niż gdybyśmy otwarcie stanęli do walki z nimi i kilku z nich łby roztrzaskali, a sami oberwali po nosach, lub doznali czegoś gorszego.
Przyznałem w duchu słuszność temu rozsądnemu człowiekowi, a Old Death rzekł także po chwili:
— Zdanie wasze nie jest oczywiście pozbawione słuszności. Godzę się na wasz wniosek i wysunę przez okno nogi razem ze wszystkiem, co na nich wisi. Posłuchajcie, jak ryczą! Zdaje mi się, że mówią o przygodzie na statku.
Rzeczywiście opowiadali nowoprzybyli, co im się zdarzyło na parowcu, potem o Old Deacie i o mnie, oraz o podstępie kapitana. Co do rodzaju zemsty nie mogli się odrazu pogodzić. Rowdies i ich zwolennicy chcieli czekać na parowiec, drudzy zaś nie mieli do tego ochoty, albo czasu.
— Nie mogliśmy przecież siedzieć całą wieczność na brzegu — rzekł opowiadający — gdyż musieliśmy przybyć tutaj, gdzie na nas czekano. Bardzo szczęśliwie się