Strona:PL Karol May - Winnetou 03.djvu/072

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


odbyć wielkie podróże, aby rozmaite plemiona Apaczów powstrzymać od kroków zbyt pośpiesznych, gdyż chcieli podążyć do Meksyku i wziąć tam udział w walkach. Czy mój brat słyszał o prezydencie czerwonych, Juarezu?
— Tak.
— Kto ma słuszność: on, czy Napoleon?
— Juarez.
— Brat mój myśli tak samo jak ja. Proszę cię, byś nie pytał, co robię w Matagordzie! Muszę to nawet przed tobą zataić, gdyż tak przyrzekłem Juarezowi, którego spotkałem w El Paso del Norte. Czy mimoto, że mnie tu znalazłeś, udasz się za temi dwoma blademi twarzami, których szukasz?
— Jestem do tego zmuszony. Jakżebym się cieszył, gdybyś mnie towarzyszył! Czy to niemożliwe?
— Nie. Ja mam spełnić powinność równie wielką, jak ty. Dziś jeszcze tu zostaję, ale jutro wyjadę statkiem do La Grange, skąd muszę się udać przez Fort Inge do Rio Grande del Norte.
— Pojedziemy tym samym statkiem, tylko nie wiem, jak daleko. Bądziemy zatem razem jeszcze przez jutro.
— Nie.
— Dlaczego?
— Ponieważ nie chciałbym brata mego wplątać w moją sprawą. Z tej samej przyczyny udałem przedtem, że cię nie znam. Także z powodu Old Deatha nie mówiłem z tobą.
— Jakto?
— Czy on wie, że jesteś Old Shatterhand?
— Nie. To nazwisko nie padło pomiędzy nami.
— On je zna całkiem pewnie. Byłeś dotychczas na Wschodzie i nie wiesz, jak często wymawiają je na Zachodzie. Old Death słyszał pewnie także o Old Shatterhandzie, ale ciebie uważa, jak się zdaje, za greenhorna.
— Tak jest w istocie.
— W takim razie będzie to ogromną niespodzianką, kiedy się dowie, kto jest tym greenhornem. Nie chciałbym memu bratu popsuć tej przyjemności. Skoro odszu-