Strona:PL Karol May - Winnetou 03.djvu/025

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


szyć, zobaczywszy ją nagle. Widok tej głowy wpłynął też na me powonienie. Wydało mi się, że czuję woń siarkowodoru i amoniaku, czyli odór zgnilizny. Można było przytem stracić zupełnie apetyt do jedzenia i picia.
Długie i wychudłe jego nogi tkwiły w podobnych do butów futerałach, skrojonych z jednego kawałka końskiej skóry. Do nich przymocował ostrogi, których kółka sporządzone były ze srebrnych meksykańskich pesetówek.
Obok niego leżało na ziemi siodło z całkowitą uprzężą na wierzchowca, a o ścianę opierała się jedna z owych długich rusznic kentuckich, jakie teraz spotyka się już rzadko, gdyż musiały ustąpić miejsca odtylcówkom. Reszta uzbrojenia składała się z noża bowie i z dwu dużych rewolwerów, których głownie wysterczały z za pasa. Ten pas był kiszką skórzaną, obwieszoną dokoła skalpami. Ponieważ te skalpy nie pochodziły z głów bladych twarzy, przeto należało przypuścić, że je obecny właściciel poodbierał zwyciężonym przez siebie czerwonoskórym.
„Boardkeeper“ przyniósł mi zamówione piwo. Kiedy