Strona:PL Karol May - Winnetou 02.djvu/066

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
—   316   —

przebił mięsień i utkwił w wieku trumny. Zaczęły się więc męczarnie naprawdę. Rattler poczuł ból i zawył, jak gdyby już chodziło o życie. Drugi nóż przebił ten sam mięsień na drugiem ramieniu, a wycie się podwoiło. Rzuty trzeci i czwarty, skierowane w uda na dany znak przez wodza, wywołały ten sam skutek w ciele męczonego. Krew się jeszcze nie pokazała, gdyż Rattler był w ubraniu, a Indyanie celowali tylko tam, gdzie rany nie były niebezpieczne, aby nie skrócić widowiska.
Być może, iż Rattler nie przypuszczał dotychczas, że jego śmierć biorą poważnie, ale teraz przekonał się, że mniemanie to było błędne. Noże powbijały mu się już w przedramiona i w przedudzia. Dotychczas wydawał tylko urywane okrzyki, a teraz zaczął wyć bez przestanku.
Widzowie zaczęli szemrać, sykać i na inne sposoby okazywać swą niechęć i pogardę, bo Indyanin zachowuje się całkiem inaczej pod słupem męczeńskim. Od początku widowiska, które kończy się jego śmiercią, intonuje śpiew przedśmiertny, sławi swe czyny i wyszydza swych dręczycieli. Im większy ból mu zadają, tem większe miota na nich obelgi, ale nigdy nie wyda z siebie skargi, ani krzyku boleści. Gdy skona, głoszą wrogowie jego chwałę i chowają go ze wszystkimi indyańskimi honorami. Jest to w takim razie i dla nich zaszczytem, że przyczynili się do śmierci, tak pełnej chwały.
Zupełnie inaczej przedstawia się sprawa z tchórzem, krzyczącym przy najlżejszem zranieniu, lub błagającym o łaskę. Męczyć go nie jest zaszczytem, lecz wprost hańbą. To też wkońcu nie znajdzie się dzielny wojownik, któryby chciał się nim zajmować. Ubijają go, lub w inny sposób, niehonorowy, pozbawiają życia.
Takim tchórzem był Rattler. Rany jego były nieznaczne i nie niebezpieczne; mogły mu sprawiać ból do pewnego stopnia, ale o męczarniach jeszcze mowy nie było. Mimoto on wył i wrzeszczał, jak gdyby doznawał wszystkich mąk piekielnych. Przytem ryczał moje nazwisko, wzywając mnie, bym się zbliżył do niego.