Strona:PL Karol May - Winnetou 01.djvu/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   122   —

a tu kałamarzy niema. Prerya jest jak morze; nie puszcza od siebie nikogo, kto ją polubił i poznał. Nie, wszyscy ci pisarze nie znają Zachodu, gdyż jeśliby go raz poznali, nie wyjechaliby stąd, aby kilka set stron papieru atramentem zaczernić. Takie jest moje zdanie o tem i z pewnością słuszne.
— Nie. Ja znam naprzykład człowieka, który polubił Zachód i pragnie zostać dzielnym myśliwym, a mimo to powróci kiedyś do cywilizacyi, aby o Zachodzie napisać.
— Tak? Któż to taki? — zapytał, patrząc ciekawie.
— Domyślcie się!
— Domyślić? Ja? Może macie na myśli siebie samego?
— Tak.
— A do stu piorunów! Pójdziecie więc między tych nicponiów, którzy książki robią?
— Prawdopodobnie.
— Dajcie temu pokój, sir, tak, dajcie pokój, proszę was o to usilnie. Wierzcie mi, że zmarnowalibyście się przez to tylko.
— Wątpię.
— A ja to twierdzę. Mogę nawet przysiąc! — zawołał z naciskiem. — Czyż wyobrażacie sobie to życie, jakie was czeka?
— Tak.
— No?
— Podróżuję, żeby badać kraje i ludzi, wracam czasem do ojczyzny, aby bez przeszkody spisać nabyte doświadczenia.
— W jakim celu, na miłość Boga? Nie mogę tego zrozumieć.
— Aby pouczać czytelników i zarabiać przytem pieniądze.
Zounds! Poczuć swoich czytelników i zarabiać pieniądze! Sir, dostaliście bzika, jeśli się nie mylę! Czytelnicy nic się od was nie nauczą, bo wy sami nic