Strona:PL Karol May - Winnetou 01.djvu/126

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Wystąpił problem z korektą tej strony.
—   114   —

[wodę z cukrem]. Nie bierzcie sobie tej historyi do serca [i dajcie mi swó]j kawałek łapy, niech go wam upiekę!
— Dziękuję, Samie, nie będę jadł naprawdę. Czy [uradzi]liście, co się stanie z Rattlerem?
— Mówiliśmy o tem.
— Jaka go kara spotka?
— Kara? Sądzicie, że należy go ukarać?
— Naturalnie.
— Ach tak! A jak zdaniem waszem? Czy może każecie zaprowadzić go do San Francisko, Nowego Yorku lub Waszyngtonu i zaskarzyć tam jako mordercę?
— Głupstwo! My jesteśmy władzą, która go ma sądzić i on podpada prawom Zachodu.
— Popatrzcie, co taki greenhorn wie o prawach Zachodu. Czy przybyliście ze starego Germany, aby tu grać rolę lorda sędziego? Czy ten Kleki-petra był waszym krewnym lub przyjacielem?
— Nie zaiste.
— Oto macie punkt, o który idzie. Tak, dziki Zachód rządzi się stałemi szczególnemi prawami; żąda oka za oko, zęba za ząb i krwi za krew, jak w biblii. Jeśli popełniono morderstwo, to ktoś uprawniony do tego może natychmiast zabić mordercę, albo tworzy się jury, które wydaje wyrok i natychmiast go wykonywa. W ten sposób usuwa się złe żywioły, które w przeciwnym razie wyrosłyby ponad głowę uczciwym myśliwcom.
— A więc złóżmy to jury.
— Do tego byłby potrzebny przedewszystkiem oskarżyciel.
— Ja nim jestem!
— Na jakiej podstawie?
— Na tej podstawie, że nie mogę dopuścić, żeby taka zbrodnia uszła bezkarnie.
— Pshaw! Mówicie jak greenhorn. Jako oskarżyciel moglibyście wystąpić tylko w dwu wypadkach: po pierwsze: jeżeli zamordowany był wam blizkim wskutek pokrewieństwa lub przyjaźni, resztę okoliczności wykluczyliście już sami, powtóre: jeślibyście sami byli