Strona:PL Karol May - Winnetou 01.djvu/072

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   66   —

— Widzicie go? — szepnął Sam cicho, choć koń nie mógł nas usłyszeć. — Czy nie powiedziałem, że nadejdą? To wywiadowca, który poskoczył naprzód, aby zbadać, czy okolica bezpieczna. Chytry ogier. Jak łypie oczyma na wszystkie strony, jak wietrzy! Nas nie poczuje, bo stoimy twarzą do wiatru. Umyślnie wybrałem to miejsce.
Teraz puścił się mustang kłusem najpierw w prawo potem w lewo, a w końcu zawrócił i umknął tam, skąd był wyszedł.
— Przypatrzyliście się temu koniowi? — spytał Sam. — Jak mądrze się zachowuje, jak wyzyskał każdy krzak, żeby się ukryć przed obcym wzrokiem! Indyański wywiadowca lepiej nie robiłby tego.
— To prawda. Jestem zdumiony.