Strona:PL Karol May - Old Shatterhand.djvu/181

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wiatr dmie po prerji i górach, powstaje kolosalne tarcie. A może nie?
— Tak — odparł z uśmiechem Jemmy.
— Wicher ociera się o grunt, niezliczone miljony traw ocierają się o siebie, niezliczone gałęzie i liście drzew także się trą. Bawoły tarzają się w wallowach[1], co wytwarza wspaniałe tarcie. Krótko i węzłowato, jak wszędzie indziej, odbywa się tutaj tarcie, które nagromadza ogromne ilości elektrycznej siły. Oto masz pan najprostsze i bezbłędne wytłumaczenie z ust najkompetentniejszych. Czy chce pan coś więcej?
— Nie, nie, — roześmiał się Jemmy. — Mam dosyć!
— A więc przyjm pan to wytłumaczenie z powagą i należną czcią. Ze śmiechem nie jest panu do twarzy. Gdyby nie znakomity Old Shatterhand, wykonałbyś pan mimo swej całej wesołości niebezpieczne salto quartale ku Wiecznym Ostępom.
Mortale mówi się, a nie quartale.
— Przymknij gadaczkę! Nic podobnego w tym kwartale mi się nie zdarzy, dlatego powiedziałem quartale. Nasza naukowa rozmowa wogóle dobiega finis parterra, gdyż zbliżamy się do gór, a tam oto zatrzymali się wywiadowcy. Musieli odkryć coś ważnego.

Mały pseudouczony w ferworze swej ultra-

  1. Okrągłe zagłębienie o średnicy ośmiu do dziesięciu łokci, wydrążone przez bawoły.